Gruzja. Drukiem i praktycznie

Gałmardżoba! Gruzja w Życiu na Gorąco do środy w kioskach. A poniżej garść informacji praktycznych dla tych, którzy zdecydują się na podróż na Kaukaz Południowy.
Kto z Was pamięta jak wyglądał najlepszy z ustrojów- zresztą wprowadzany siłą i kałasznikowami przez Gruzina, Dżugaszwilego (ksywka Stalin) – ten wie czego się spodziewać w infrastrukturze Gruzji i Armenii. Szczególnym przypadkiem jest podróżowanie marszrutkami. Można trafić na niektóre fantastyczne eksponaty rodem z muzeum komunikacji. Tyle, że jeszcze na chodzie. W niektórych krajach postkomunistycznych urządza się wycieczki trabantami/nyskami i innymi tego typu machinami. Tu miłośnicy motoryzacji mogą być naprawdę usatysfakcjonowani. Kiedy ostatni raz jechaliście na gorącym silniku w autobusie typu ogórek? Podobnie miłośnicy handlu stolikowego. Dworce z których odjeżdżają marszrutki wyglądają jak skrzyżowanie dawnego Stadionu Dziesięciolecia z dworcem Warszawa Zachodnia sprzed Euro 2012. OLYMPUS DIGITAL CAMERAJak już zbierze się cały bus, ruszamy. Po nie zawsze równych drogach. Trzeba pamiętać, że te kraje o trzydzieści lat dłużej były pod panowaniem Sowietów. Kilka wojen po najświeższym odzyskaniu niepodległości też nie pomogło. Oczywiście, są ulice na starówce Tbilisi, w Erywaniu czy Batumi, których nie powstydziłyby się najsłynniejsze kurorty. Ale tuż obok, mamy rewiry gdzie strach się po zmroku zapuścić. Nie, nie dlatego że ktoś nas zaatakuje. Choć oczywiście zdrowy rozsądek jak w każdym dużym mieście trzeba zachować. Jednak tu bardziej niż na boki trzeba patrzeć pod nogi wypatrując dziur, nierówności czy wystających prętów zbrojeniowych. O wiele gorsza niż niedoskonałości architektury jest spuścizna komunizmu w niektórych głowach. Generalnie trudno odmówić Gruzinom czy Ormianom gościnności. Prywatnie. Jednak już służbowo można się naciąć. Kierowca marszrutki jest panem i władcą niczym dawny kierowca bieszczadzkiego pekaesu w niedzielę wieczór. Oczywiście zdarzają się fajni kierowcy (jeden z nich przyjął mnie nawet na nocleg), ale to raczej w górach i na prowincji. Na trasie Batumi-Kutaisi-Tbilisi OLYMPUS DIGITAL CAMERAtrafiłem na najbardziej chamskich i roszczeniowych (Dziengi dawaj! Od razu!) busiarzy w całej podróży. Inne niemiłe wspomnienia to kelnerzy (i kelnerki) w dużych restauracjach. Zdziwienie niczym na kajakowym szlaku Czarnej Hańczy, że latem i w porze obiadu przychodzą głodni turyści i chcą zjeść. A nawet jeśli nie lekceważą klientów i biegają szybko, niczym karaluchy, to też i taki z nich pożytek. Może to wina przymusowego 10 % serwisu zwykle doliczanego do rachunku. Tak więc czy się stoi, czy się leży kilka lari się należy… W Batumi nie wytrzymałem i po 45 minutach wyszedłem, nie doczekawszy się na danie dnia. Na stoliku zostawiłem jedynie pieniądze za piwo. Jedno, drugiego też się nie doczekałem. I choć wychodziłem bez pośpiechu, nikt nawet się nie zainteresował utratą klienta i zarobku. Batumi w ogóle wyróżnia się dość niechlujnym traktowaniem turystów. Jedna z kilku informacji turystycznych (ta bliżej promenady) powinna zostać nazwana źródłem dezinformacji. Bardziej fachową obsługę znajdziemy przy dolnej stacji kolejki linowej. Ale i tak serwis jest ponoć lepszy niż na zaanektowanym przez Wowę Krymie. O czym mówią ze zdziwieniem sami Rosjanie. Naprawdę nie wiem czemu się dziwią…
Gałmardżos!
Mieczysław

PS i tradycyjnie kilka praktycznych info
Lotnisko Batumi. Blisko miasta. Dwa autobusy 9 i 10 dowożą do centrum za 0.8 lari w 20 minut. Taksówki no limits. Powinno być 7 lari, ale kierowcy potrafią krzyknąć cenę 30 lari. Za 5-6 km jazdy do centrum. Pierwszy autobus z centrum na lotnisko przyjeżdża ok 7 rano w sobotę.
Wymiana pieniędzy. W Gruzji można zrobić to na każdym kroku. Poza lotniskiem w Batumi w sobotę rano. Walutę wymienia chłopak sprzedający czurczchele zaraz po wyjściu z bagażem. W Armenii kantory nie są tak popularne, ale też nie ma problemu z wymianą pieniędzy.
Marszrutki. Czekają na komplet pasażerów. Trasa Batumi – Tbilisi 20-25 lari. Uwaga, w Tbilisi po wyjściu z metra, trzeba ominąć pierwszą marszrutkę (duży bus) i ruszyć do wyjścia z placu manewrowego/bazaru etc. Do Batumi powinno stać zawsze kilka samochodów. Szybciej pojedziemy
Tbilisi – Erywań: odjeżdżałem z dworca Ortachala, ale minibusy stoją też przy Avlabari. Cena 35 lari albo 8000 dram (mniej więcej to samo). W Erywaniu odjazd z dworca przy Kiliaki (browar taki). Jeżeli auto jest na gaz, to w trakcie tankowania wszyscy pasażerowie muszą wyjść z samochodu. Bo tankuje się gaz ziemny.
Komunikacja miejska: za autobusy w Erywaniu płacimy przy wyjściu: 100 dram. Cena zwykle jest napisana nad kierowcą. Jedyną rzeczą jaką zrozumiemy z tych robaczków są liczby tzw arabskie. W Tbilisi kupujemy kartę magnetyczną (2 lari) którą ładujemy w zależności od planowanych przejazdów. Karta ważna jest też na kolejkę na twierdzę, więc warto wcześniej się w nią zaopatrzyć. Nie czekamy dzięki temu na wagonik. Karta może być wykorzystywana przez kilka osób.
Noclegi. W mniejszych miejscowościach można sobie odpuścić rezerwowanie. Zwykle zawsze coś się znajdzie. W Tbilisi widziałem reklamy hosteli nawet za 10 lari łóżko. Ja płaciłem 25-30 lari. W Telavi był to pokój ze śniadaniem na kwaterze, w Tbilisi czy Batumi łóżko w hostelu.
Internet. Dużo hotspotów. Bez problemu kupiłem lokalną kartę Geocell, bo akurat pod ręką był ich salon. Karta za free, ale trzeba od razu doładować. 2 GB transferu kosztowało 7 lari.
Jedzenie: chinkali, chinkali i jeszcze raz chinkali. Z mięsem, z serem, z ziemniakami. Porcje są duże, nawet 10 sztuk. Wystarczy dla dwóch osób. Cena jednego pierożka (czy raczej pieroga) to 0,6-0,8 lari.
Piwo: w knajpie od 2.50 do 4.00 lari. W Armenii od 400 dram, ale w klubie nawet 1000

Dodaj komentarz