Dżin z szamanami

Armasan! Wspominałem może, że w Kanionie Szaryńskim czułem się jak na westernie? Tu powinno być na easternie. No i byli rdzenni szamani.
Pijałem już z różnymi magikami. Albo z takimi czarodziejami, że nie wiadomo kiedy znika flaszka piwa czy wódki. Ale pierwszy raz spotkałem szamanów. W dzień przesilenia letniego odprawiali oni obrzęd karmienia duchów. Rozbili się niedaleko mnie. Według ich słów jest ich tylko kilku. Takich, którzy po areligijnych czasach sowieckich wrócili do korzeni. I to wcześniejszych niż chrześcijaństwo czy islam. Wyznawców jakoś nie mają zbyt wielu. Pierwszym rytuałem któremu poddały się dwie dzierlatki było “kamlani”. Dziewczęta poddały się temu z powagą. Lokalna założyła nawet odświętną suknię. Miało to być oczyszczenie synaps nerwowych. Czy po pół godzinie ich układ nerwowy wrócił do normy? Nie wiem. Nie były zbyt wylewne. Wylewały za to do ognia zarówno olej (roślinny) jak i wódkę (!!!). Jakoś kaszy czy masła które też skończyły w płomieniach tak nie żałowałem. Ale największym zaskoczeniem było późniejsze zaproszenie na kolację. I nie, że to kolacja – bo akurat to w Kazachstanie nie dziwi. Ale, kiedy wyjąłem jakąś podręczną butelczynę z dżinem (dla szamanów jak znalazł) – to usłyszałem: poczekaj, jeszcze nie teraz. Okazało się, że jeden z ich kolegów – fakt, trzymał się nieco z boku – jest muzułmaninem. I ten posiłek to był iftar, jako, że trwał jeszcze ramadan. Iftar w przeciwieństwie do np Maroka, zaczął się od jaj przepiórczych. A po oficjalnej kolacji butelka z dżinem zaczęła krążyć między szamanami a mną. Ale niedługo.
– Mamy wieczorem jeszcze inny rytuał. Przyjmujemy do swojego grona naszego kolegę!
– Muzułmanina????
– Potem on będzie już szamanem, nie muzułmaninem….
No czegoś takiego nie mogłem przegapić. Przedstawienie miało małą publikę. Prócz mnie i Rosjanina, który właśnie zszedł z gór, były jeszcze dwie Skandynawki (obie wyjątkowej głupoty, o czym jeszcze może kiedyś wspomnę). Nigdy nie sądziłem, że będę tłumaczył obrzęd szamański z rosyjskiego na angielski.
Jedyne ograniczenia to takie, żeby… wyłączyć latarkę po rozpaleniu ognia. Ale lampa błyskowa była już ok, bo ciemno było jak u Afroamerykanina pod koszulą. Całość trwała dość długo, prawie dwie godziny.

Trochę też żałowałem, że mięsko jakie przygotowali poszło w całości jako ofiara duchom. Razem z kolejną butelką wódki. I to wszystko na darmo, bo religijność muzułmanina zwyciężyła. Od rana znowu pościł.
– Nie udało mu się znaleźć właściwej drogi -mówił starszy (chyba?) z szamanów. – To tak jakbym zapomniał hasła do fejsbuka. Hasło przyszło na telefon, który zgubiłem – tłumaczył.
Po południu miał być jeszcze jeden obrzęd, ale rozpętała się burza. Szamani i ich niedoszły brat w szamaństwie wsiedli do samochodu i odjechali. U Lauren Weisberger diabeł ubierał się u Prady. Kazachscy szamani odjechali Toyotą Prado.
Mieczysław
Szamański tłumacz nieprzysięgły
Kanion Szaryński -Astana
27 czerwca 2017
PS A jako bonus track krótki film
szamani3

Dodaj komentarz