Kalimocio w Guggenheimie

Kaixa! Egun on! Narzekałem na akcenty w Santander? Kraj Basków to zupełnie inna bajka
I zupełnie inny język.
I zupełnie do hiszpańskiego niepodobny. Wysiadam z autobusu. Chcę się dostać na starówkę. Po baskijsku to Zazpi Kaleak. Oczywiście nie dogadałem się właściwie. No i zazpikaleakowałem przez ćwierć miasta. W ramach rewanżu przedstawiam się im pełnym imieniem i nazwiskiem. Nie jest to Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, ale i tak daje radę :). W jednej z jadłodajni opisali mnie (ze słuchu) jako Michespor. O dziwo michę, którą zamówiłem też dostałem. Szczęśliwie w centrum daje się dogadać nie tylko po hiszpańsku ale i po angielsku. Z kraju Basków liznąłem zaledwie kawałek Bilbao, jednak dzięki zbiegowi okoliczności, także trochę ich kultury, nazwijmy to, pozametropolitalnej. I to zupełnie niespodziewanie. Bo kto mógłby się spodziewać, że w czasie Wielkiego Tygodnia odbywać się będzie Festiwal Baskijski. U nas koncerty Bacha i Chopina, a tam tańce, hulanki i rock and roll. Testy serów i win. Zawody drwali i rzucanie beretem z antenką. Jedną ulicą idą pokutnicy, a obok iluzjoniści i cyrkowcy. Jedno mieli wspólne. Poruszali się w takt werbli i bębnów. W pewnym momencie potrzebowałem zwykłej ciszy, bo perkusje tłukły się po głowie. Ale nawet na placu wokół słynnego Muzeum Guggenheima pojawiły się wielkie lalki i piszczałki z wysokimi tonami. Ratowałem się ucieczką do wnętrz muzeum. Trochę jak z deszczu pod rynnę. Choć przyznać trzeba, że nowoczesna bryła jest imponująca, to w środku… jak to w muzeum sztuki nowoczesnej. Jeszcze chyba do końca kwietnia można dwa razy dziennie zapisać się na zwiedzanie darmowe z przewodnikiem. Ekspresowe. To znaczy 30 minut. Moim zdaniem za dużo. Absolutnie zszokowany byłem pracami niejakiego Barnetta Newmana, “Elokwentnego eseisty” jak go opisano. Na pewno był dobrym sprzedawcą, skoro jego “dzieła” warte są grube miliony dolarów. Dzieła… Naprawdę lepsza farba jest położona na ścianach mieszkania moich krakowskich przyjaciół. Może w czasie jak są w drodze, można by jakieś zwiedzanie ścian im urządzić. Sam też zastanawiałem się nad remontem, ale może będę tłumaczył, że to nie jest wymagająca odnowienia ściana, tylko filia “guggenhajma”. A mimo to przed kasami muzeum tłumy ludzi. Litości! Naprawdę jest wiele innych sposobów na wydanie 13(!!! słownie: trzynastu) euro nawet w samym Bilbao. Jeszcze do 15 maja trwa np wystawa w Muzeum Sztuk Pięknych. Ale kto tam będzie jakiegoś “renułara” (piszemy: Renoir) za jedyne pięć euro oglądał…
Ale tak jak już wspomniałem: sama okolica budynku i bryła budynku robi wrażenie. Podobnie jak “kwiatowy” pies i wielki pająk – to dla tych co nie cierpią na arachnofobię. Można się poczuć jak Dżejms Bond: Pierce Brosnan szedł mostem z walizką i pięcioma milionami dolarów wyrwanych szwajcarskiemu bankierowi. Fajna jest także Zazpi Kaleak, czyli starówka. Choć w większości knajp zmowa cenowo-świąteczna była taka, że wszelkie obiady były za 22.50 (dla porównania: w Santander obiad w klubie Admiralicji 10, świąteczny 18 euro), to dawało się znaleźć coś w rozsądniejszych cenach. Nie mogłem tylko znieść ich zwyczaju picia piwa. Standardowa miara “zurito” to… 100 ml. W dodatku nalana “na oko” bez żadnej miarki. Pomyśleć, że są kraje gdzie wódkę polewa się w większych ilościach. I też bez żadnej miary. Początkowo myślałem, że jestem zrobiony w bambuko. Tym bardziej, że w tle wisiał słynny argentyński bandyta. (Zauważyłem po zamówieniu, inaczej bym nie wszedł 🙂 ) Ale nie, wszystkim polewali w takie same szklanki. Choć nie wszystkim tak samo. Piwo naszego rozmiaru to Canon. Nie mylić z aparatami. Nic dziwnego, że lepiej tu pić wino. Albo Kalimotxo. To drink, który poznałem w studenckiej knajpie w Salamance. Sądząc z nazwy, może mieć pochodzenie baskijskie. Tani, ale daje kopa. Pół coli, pół wina czerwonego. Znawcy wina niech nie zgrzytają zębami. Wino jest marki chateau d’carton.
Nie sądzę, żeby wino (ani kalimocio) znalazło się w rankingach Magazynu Wino.
Agurrak!
Bilbao 14 kwietnia 2017
Wasz Michespor
PS I kilka info praktycznych. Jeszcze w maju (ale po długim weekendzie) można znaleźć tanie loty do Santander w Warszawy. Przejazd z lotniska w Santander do miasta (10 minut) kosztuje 2.90 euro. Przejazd do Bilbao 6,66 euro – czy to z Santander (bardzo dużo połączeń) czy to z lotniska (4-5 dziennie, www.alsa.es)
W Bilbao największe atrakcje (Stare Miasto; Guggenheim – mimo wszystko, z zewnątrz; stadion, dworzec kolejowy lub autobusowy) połączone są linią tramwajową. Bilet kosztuje 1.50 euro w automacie na przystankach, całodzienny 5 euro. Całodzienny tramwajowy nie jest ważny na inne środki transportu: autobusy czy metro. Żeby jeździć wszystkim lepiej kupić kartę miejską. Karta miejska kosztuje 3 euro i służy jako portmonetka, którą po doładowaniu płacimy za przejazdy. Są one wtedy ok 40 procent tańsze. Warto przy pobycie nawet weekendowym
Renoir: Intimidad Museo Bellas Artes do 15 maja 2017

Dodaj komentarz