Płonące pochodnie San Marco in Lamis

Błondżiorno! Czy ja wspominałem, jak tanie są teraz bilety do Apulii? Trudno się oprzeć pokusie…

Pokusy czyhają tu każdym kroku, choć rejon na północ od lotniska to kraina świętych. Kolejny święty Mikołaj, tym razem Pielgrzym ma swoją katedrę w Trani. Tak wiem, że właściwie o Mikołajach powinienem pisać za co najmniej pół roku. Może usprawiedliwia mnie fakt, że są oni patronami żeglarzy, więc może i moimi – jako balastu na łódce – trochę też. Być może to on pozwolił mi podjąć włąściwą decyzję także ostatnio. Dostałem bowiem telefon. Pan starał się mówić najlepszym angielskim, o co na Półwyspie Gargano nie jest łatwo

Przyjdź na cmentarz. Wiesz, tam gdzie chowają zmarłych ludzi – dodał, jakbym nie wiedział co to cmentarz

Ale przed chwilą dzwoniły kobiety i mówiły, że mam dojechać do San Giovanni Rotondo, pod Sanktuarium Ojca Pio

Nie, nie, nie. Nie wierz kobietom. Przyjdź na cmentarz. Punktualnie o północy. Zabierzemy ciebie stamtąd


No i jak? Uwierzyć kobietom? Włoskim? Zdecydowałem się przyjść na cmentarz. W północ Wielkiego Piątku.
I dobrze na tym wyszedłem. Takie dość ekstrawaganckie miejsce wybrała sobie linia autobusowa jako przystanek zastępczy. Bo plac Europy był wyłączony z ruchu. Tuż przed zachodem słońca pracownicy stacji benzynowej zakręcali mocno wszystkie kurki dystrybutorów. Po tym co zobaczyłem później nie dziwię się. W promieniu kilometra wydałbym zakaz parkowania samochodów innych niż strażackie.
W San Marco in Lamis, w Wielki Piątek odbywała się dość nietypowa procesja. To znaczy, część była typowa. Figura Matki Boskiej wędrowała od jednego kościoła do drugiego. Obok ludzie ze świecami. A raczej pochodniami. Ale tylko część była niesiona w dłoniach. U nas jest konkurs na największą palmę. Tu pochodnie mają kilkanaście metrów długości i trzeba sporej grupy parafian, szkół czy innych stowarzyszeń żeby ruszyć z miejsca i przy okazji nie puścić z dymem całego miasteczka. Oficjalna procesja dawno już wróciła nawet do zakrystii. A tu zabawa (sic!) rozkręcała się na dobre. Niektórzy imprezowicze nie powinni zbliżać się do pochodni, bo oddech mógłby się zająć ogniem nie lepiej niż benzynowa podpałka. A mimo to – o dziwo – chyba nawet nie było żadego poparzenia. Nawet Włochom zrobiło się w końcu na tyle ciepło, że zdjęli swoje puchówki. Zostali w wełnianych golfach.
Saluti!
Ogniomistrz Mieczysław
San Marco in Lamis w Wielki Piątek 2019

PS Autobus przyjechał punktualnie. Byłem jedynym pasażerem odjeżdżającym z tego przystanku. I jedynym w autobusie przez kolejne poł godziny. Polecam firmę Marino Bus 🙂

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o