Buenas! Książka Artura Domosławskiego powinna stać na półce u wszystkich kochających Amerykę Południową.
,,Rewolucja nie ma końca” Artura Domosławskiego to książka w sam raz na prezent i długie jesienno-zimowe wieczory. A jak człowiek mniej jeździ to ma więcej czasu na lekturę. Zresztą to wielka cegła, którą trudno zabrać w drogę nawet jak ma się bagaż rejestrowany. Pewnie też może być kolejnym argumentem za kupnem elektronicznego czytnika. Choć w tym przypadku chyba kiepsko byłoby wertować strony. Autor wraz z wydawnictwem zdecydowali się na chronologiczne, a nie terytorialne zestawienie reportaży. Mi to nie przeszkadza. Mogłem sobie wrócić pamięcią i porównać czasy, kiedy sam jeździłem po Ameryce Południowej. Oczywiście w zupełnie innym charakterze. Ja slumsy raczej omijałem: trudno namawiać kogoś do zwiedzania niebezpiecznych obszarów biedy, choć są biura oferujące takie programy. Artur Domosławski omija turystyczne, klasyczne atrakcje i zadaje pytania o zachodzące procesy rewo- i refolucyjne. Refolucja to słowo łączące reformę i refolucję. Czyli coś co od ponad stu lat próbują w różnych miejscach na ziemi wprowadzić komuniści pod coraz to innymi sztandarami. Chyba najlepszym zdaniem – i to na samym początku księgi – jest to wypowiedziane przez jednego z mieszkańców Wenezueli: ,,Po co robiliśmy rewolucję, skoro teraz jest strach wyjść na ulicę?” Ale także przy okazji Rio de Janeiro ,, Za rządów lewicowej prezydentki Dilmy Rousseff, po ośmiu latach spektakularnie udanych rządów Luli, niemal potykam się o leżących na chodniku ludzi. Co poszło nie tak?”
Cóż, tak się kończy brak zasad i brak wyciągania wniosków z tego, co się dzieje choćby na Kubie. Oczywiście najłatwiej jest – co podkreśla wielu rozmówców autora – zrzucić winę na wszechobecne Stany Zjednoczone. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej oczywiście, a nie Meksykańskie (też formalnie Estados Unidos Mexicanos). Wydaje się, że częścią tożsamości narodowej krajów mówiących przeważnie jednym językiem jest antyamerykanizm. To wręcz część południowoamerykańskich nacjonalizmów (które są inne niż nasze europejskie). Ale nie zgadzam się, kiedy autor próbuje porównywać sytuację z USA do naszych doświadczeń ze Związkiem Sowieckim. Ok, w obu przypadkach potężny kraj podporządkowujący sobie mniejsze i słabsze kraje. Ale nadal mur graniczny forsowany jest w jedną stronę. Na północ. Jakoś nie było w krajach socjalistycznych chęci przekraczania granicy na wschód. Teraz znowu wojenne działania (formalnie: walka z kartelami narkotykowymi z Wenezueli i Kolumbii) nie przysporzą dobrego imienia Wujowi Samowi w Ameryce Południowej. Ale mur mimo zwiększonej liczby deportacji nadal będzie szturmowany.
Książka wydana w ubiegłym roku stanowi historyczny zapis idei – głównie lewicowych z podróży przez kilkanaście ostatnich lat. Historyczny, bo wyborcy w tym regionie w kolejnych krajach zaczynają się skłaniać ku prawicy. W zeszłym tygodniu w Chile (po raz pierwszy od Pinocheta), ale także w Argentynie, Boliwii czy Ekwadorze. ,,Rewolucja nie ma końca” to obowiązkowa lektura dla wszystkich interesujących się tym kontynentem. Nawet jeśli serce mają po prawej stronie.
Salud!
Mieczysław
20 grudnia 2025
PS Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego