Bom dia i buenos dias! Ten kawałek Camino Portuguese już szedłem w zeszłym roku. Ciekaw byłem czy pamiętam drogę?

Show More Show Less

Między Valenca a Tui nawet nie pobłądziłem. Kiedyś chyba miałem problem w samej twierdzy. Teraz już mam ją opanowaną. Ale ostatnie trzy dni to jakaś masakra pogodowa. Słoneczna Hiszpania? Zapomnijcie. Żebym w środku dnia musiał chodzić z migającą czołówką, żeby mnie było widać? I skorzystać z suszarni już pierwszego dnia? Jedna z dziewcząt spotkana po drodze mówiła, że O Porrino wpędziło ją niemal w depresję. Ja miło wspominałem poprzedni pobyt. Teraz tez nie było źle: odebrałem przesyłkę (i z pół kilo słodyczy, żeby ten scyzoryk nie latał w paczce w te i wewte) i wiedziałem już gdzie jest suszarnia. A jak człowiek ma ciuchy suche (nie wszystko pokrywała nowa goreteksowa falbana :P) to i humor lepszy. Jednak rzeczywiście samo dojście do miasteczka może wprowadzić w depresję. Jest tu chyba pięciokilometrowy odcinek: nie dość, że prosty to jeszcze przechodzi przez strefę magazynową. TIR-y, ciężarówki i inne dostawczaki śmigają niezależnie od pogody. Oczywiście foty – sam wrzucam – pokazują piękne fragmenty Galisji. To dla odmiany foki, które na foldery nie trafią.

A i tak nie widać deszczu, bo czasem nawet nie wyjmowałem aparatu wodoszczelnego. Lustrzanka nadal siedzi w dry bagu. Jest wariant obchodzący ten fragment przed O Porrino – dłuższy o około półtora kilometra. Jakoś w tej ulewie nie byłem w nastroju do nadrabiania dystansu. Ba! Gdzieś po drodze był po drodze bar. Nie do końca na trasie. Trzeba było odbić z 50 metrów. Lekko pod górę. Może gdyby dawali darmowe piwo, to bym się skusił 🙂 Co ciekawe, jak już się zakwaterujesz to spacery (ale też bez przesady) nie robią żadnej różnicy.
W Pontevedrze przeszedłem się do miejskiego targowiska. Właściwie na koniec dnia to takie miejsca można przyjść i posprzątać.

Mercado Abasto, Pontevedra, Camino Portuguese. fot. Mieczysław Pawłowicz

Szczęśliwie władze miejskie stworzyły serię programów kulturalno-kulinarnych. Mnie z oczywistych względów zainteresował ten pod tytułem Stół dla Pielgrzyma (Mesa do Camino). Dowiedziałem się o nim z poprzedniej albergi (jakoś brzmi ładniej niż schronisko 😛 ) Kto idzie Camino i akurat jest w Pontevedrze w dni takiej promocji może skorzystać z darmowego obiadu. Dziś wieczorem były małże (uwielbiam!), zupa warzywna (może szef Javier Olmos -na foto poniżej- nie przeczyta: doprawiłem papryką, którą mam zawsze przy sobie) i kałamarnice. Główne danie OK, ale małże absolutna rewelacja! Przy okazji dowiedziałem się, że ten rejon jest ich drugim na świecie producentem.

Zawsze tu zasadzałem się na ośmiornicę, ale chyba spróbuję przy okazji także małży! Wrzucam kilka fot z kolacji, żeby nie było tak deszczowo depresyjnie. A jutro już wychodzę ze strefy komfortu. I ruszam na słynny Wariant Duchowy Camino Portugalskiego – Variante Espiritual.
Ultreia!
Caminer Mieczysław
Pontevedra 23 października 2025
PS. No i zapomniałem dopisać, że na kolacji podali też wino, wodę i sernik. Ale i tak małże: the best!
Smacznego!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *