Ahoj! Dlaczego do tej pory nie byłem w Trenczynie? Nie wiem. Ale na szczęście już nadrobiłem.

Show More Show Less

Jedna z piosenek którą zawsze nucę kiedy tylko mijam naszą południową granicę, to ,, Nedaleko od Trencina, byva mlada Katarina…”. A jednak ten Trenczyn zawsze jakoś pomijałem, niczym pancerfaust zostając na pierwszych atrakcjach Orawy czy Spisza. Teraz nie miałem wyboru, bo to Trenczyn został wybrany. Na Europejską Stolicę Kultury. No i dostałem od Słowaków zaproszenie. Więc zazdroszcząc kolegom piszącym o kulturze postanowiłem, że może warto spróbować? Choć przyznam, że z pewną obawą jechałem do miasteczka. Bo zwykle pod takim szyldem pełno jest tzw. sztuki współczesnej. Co zresztą potwierdziło się w Galerii Bazovsky. Poniżej próbka.

Stano Filko, Trenczyn 2026 fot. Mieczysław Pawłowicz

Ponoć wybitny artysta Stano Filko. Wybaczcie nie zapisałem nazwy dzieła, ale przyjaciele wiedzą, że podobny artyzm znaleźlibyście u mnie w mieszkaniu. Albo w Bilbao. Ponoć za jedyne dwa miliony dolarów. To znaczy za podobne dzieło w baskijskim ,,gugenhajmie”. U mnie nie wiem.

Na szczęście gospodarze pokazali nam bardziej – nomen omen – strawnych dla przeciętnego zjadacza haluszek (czyli także mnie) artystów. W pobliskich Trencianskich Teplicach mistrzowskie destylaty dżinu znajdziecie w Likorce. W Pałacu Dražkovicov w miejscowości Cachtice wypijemy … krew Hrabini Bathory. To taki słowacki odpowiednik Drakuli i tak nazwano lokalne czerwone wino produkowane przez artystów winiarstwa. No tradycyjna borovicka też tu powstała. Ale nie samym winem i dżinem żyje człowiek. Koncert klezmerski odbył się w synagodze i człowiek się zastanawia czy wypada tańczyć w świątyni starszych braci w wierze. Nie było takich dylematów w kościele, bo instalacja świetlna raczej nastrajała do modlitwy. Ale absolutnym hitem był korowód fašangowy. Nie mylić z fasiongami, czyli wozami znanymi na Podhalu. To karnawał. Przebierańcy i stroje ludowe. Do tego kuglarze na szczudłach i hip-hopowcy w spodniach z krokiem w kolanach. Wieczorne pokazy laserów. I jeszcze orkiestra dęta i gwiazdy słowackiej muzyki pop. Dla nas generalnie mało znane, ale jeśli cały rynek śpiewa refren, to jest to dobry wybór organizatorów.

Korowód fašangovy. Trenczyn 2026 fot. Mieczysław Pawłowicz

Człowiek chciałby się wyciszyć, ale w ten weekend nie było to łatwe. Popularne knajpy wypełnione po brzegi. Podobno tłumy porównywalne z letnim festiwalem Pohoda, który zwykle odbywa się w lipcu. A nawet jak się człowiek dopchał do baru, to słowackiego piwa było tu jak na lekarstwo. Uwierzycie, że dopiero trzeciego dnia napiłem się dużego browara miejscowego?

Browar Lanius, Trenczyn 2026, fot. Mieczysław Pawłowicz

I to dosłownie, bo warzone na rynku. I w dodatku w pięknym, ceglanym wystroju Piwiarni Lanius. W innych pubach królują czeskie pilznery, radegasty czy bernardy. I ani razu nie usłyszałem piosenki o Katarinie. Na sobotniej dyskotece poszły nawet ,,Sokoły” w wersji słowackiej. Też musicie uwierzyć na słowo! A do Trenczyna jeszcze wrócę, jak się ociepli, bo to bardzo fajne miasteczko!
Na zdravicko!
Kulturalny Mieczysław
Bo przecież jeszcze liznąłem Dekamerona 😛
Trenczyn 15 lutego 2026
PS Mimo festiwalu ceny raczej nie wariują. Piwo od 2 euro za pół litra (rzemieślnicze od 3). Zestawy obiadowe od 7.50 (no chyba, że pójdziecie do najlepszego hotelu w mieście Alžbeta, wtedy więcej). Od końca marca będzie można łatwiej dotrzeć do Trenczyna zwłaszcza z centralnej Polski, bo do Bratysławy znowu zaczną latać niskokosztowi przewoźnicy. A stamtąd już tylko półtorej godziny pociągiem (teraz z Warszawy ponad 10 godzin). Do Trenczyna naprawdę będzie niedaleko.

Trenczyn synagoga, 2026, fot. Mieczysław Pawłowicz
Korowód fašangovy. Trenczyn 2026 fot. Mieczysław Pawłowicz

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *