Ahoj! Dlaczego do tej pory nie byłem w Trenczynie? Nie wiem. Ale na szczęście już nadrobiłem.
Jedna z piosenek którą zawsze nucę kiedy tylko mijam naszą południową granicę, to ,, Nedaleko od Trencina, byva mlada Katarina…”. A jednak ten Trenczyn zawsze jakoś pomijałem, niczym pancerfaust zostając na pierwszych atrakcjach Orawy czy Spisza. Teraz nie miałem wyboru, bo to Trenczyn został wybrany. Na Europejską Stolicę Kultury. No i dostałem od Słowaków zaproszenie. Więc zazdroszcząc kolegom piszącym o kulturze postanowiłem, że może warto spróbować? Choć przyznam, że z pewną obawą jechałem do miasteczka. Bo zwykle pod takim szyldem pełno jest tzw. sztuki współczesnej. Co zresztą potwierdziło się w Galerii Bazovsky. Poniżej próbka.

Ponoć wybitny artysta Stano Filko. Wybaczcie nie zapisałem nazwy dzieła, ale przyjaciele wiedzą, że podobny artyzm znaleźlibyście u mnie w mieszkaniu. Albo w Bilbao. Ponoć za jedyne dwa miliony dolarów. To znaczy za podobne dzieło w baskijskim ,,gugenhajmie”. U mnie nie wiem.



Na szczęście gospodarze pokazali nam bardziej – nomen omen – strawnych dla przeciętnego zjadacza haluszek (czyli także mnie) artystów. W pobliskich Trencianskich Teplicach mistrzowskie destylaty dżinu znajdziecie w Likorce. W Pałacu Dražkovicov w miejscowości Cachtice wypijemy … krew Hrabini Bathory. To taki słowacki odpowiednik Drakuli i tak nazwano lokalne czerwone wino produkowane przez artystów winiarstwa. No tradycyjna borovicka też tu powstała. Ale nie samym winem i dżinem żyje człowiek. Koncert klezmerski odbył się w synagodze i człowiek się zastanawia czy wypada tańczyć w świątyni starszych braci w wierze. Nie było takich dylematów w kościele, bo instalacja świetlna raczej nastrajała do modlitwy. Ale absolutnym hitem był korowód fašangowy. Nie mylić z fasiongami, czyli wozami znanymi na Podhalu. To karnawał. Przebierańcy i stroje ludowe. Do tego kuglarze na szczudłach i hip-hopowcy w spodniach z krokiem w kolanach. Wieczorne pokazy laserów. I jeszcze orkiestra dęta i gwiazdy słowackiej muzyki pop. Dla nas generalnie mało znane, ale jeśli cały rynek śpiewa refren, to jest to dobry wybór organizatorów.





Człowiek chciałby się wyciszyć, ale w ten weekend nie było to łatwe. Popularne knajpy wypełnione po brzegi. Podobno tłumy porównywalne z letnim festiwalem Pohoda, który zwykle odbywa się w lipcu. A nawet jak się człowiek dopchał do baru, to słowackiego piwa było tu jak na lekarstwo. Uwierzycie, że dopiero trzeciego dnia napiłem się dużego browara miejscowego?

I to dosłownie, bo warzone na rynku. I w dodatku w pięknym, ceglanym wystroju Piwiarni Lanius. W innych pubach królują czeskie pilznery, radegasty czy bernardy. I ani razu nie usłyszałem piosenki o Katarinie. Na sobotniej dyskotece poszły nawet ,,Sokoły” w wersji słowackiej. Też musicie uwierzyć na słowo! A do Trenczyna jeszcze wrócę, jak się ociepli, bo to bardzo fajne miasteczko!
Na zdravicko!
Kulturalny Mieczysław
Bo przecież jeszcze liznąłem Dekamerona 😛
Trenczyn 15 lutego 2026
PS Mimo festiwalu ceny raczej nie wariują. Piwo od 2 euro za pół litra (rzemieślnicze od 3). Zestawy obiadowe od 7.50 (no chyba, że pójdziecie do najlepszego hotelu w mieście Alžbeta, wtedy więcej). Od końca marca będzie można łatwiej dotrzeć do Trenczyna zwłaszcza z centralnej Polski, bo do Bratysławy znowu zaczną latać niskokosztowi przewoźnicy. A stamtąd już tylko półtorej godziny pociągiem (teraz z Warszawy ponad 10 godzin). Do Trenczyna naprawdę będzie niedaleko.


