Hejka! Do Krynicy-Zdroju zawsze miło wrócić. Zwłaszcza jak jest taka zima jak teraz. Z dawnych lat.

Show More Show Less

Nie pamiętam ile razy już tu byłem, ale zawsze wracam z przyjemnością. Nie dlatego, że jest tu Pijalnia Mieczysław i Izba Pamięci Mieczysława. Chodzi o doktora Mieczysława Dukieta. Jego imieniem nazwano park i źródło wody mineralnej. Wznieśliśmy nawet toast Mieczysławem na wzór najnowszego filmu Jarmusha. Jarmush wrócił do formy a ja na stare śmieci.

Krynica Pijalnia Mieczysław, fot. Mieczysław Pawłowicz

To prawdziwy powrót do przeszłości, nie tylko meteorologiczny. Symboliczny, bo przecież co i rusz choćby w Słotwinach są jakieś nowinki, zgodne z najnowszymi światowymi trendami. Ale chodzi też nie tylko o odwiedzenie starych kątów. Poprzednim razem z buta musiałem wchodzić na Górę Parkową. Kolejkę jeszcze remontowano, czy raczej rewitalizowano. Bo dokładnie odtworzono styl modernistyczny nie tylko wagoników, ale także obu stacji. Super to wygląda, szczególnie jeśli dodamy multimedialne pokazy na dolnej stacji, a także głos przewodnika niczym z przedwojennych kronik filmowych. ,,Kobiety w drzwiach przepuszczamy z ukłonem!” – mam nadzieję, że bojownicy poprawności politycznej nie zakwestionują tego zalecenia.

Krynica Góra Parkowa, fot. Mieczysław Pawłowicz

Tym bardziej, że powiedziano to z modnym ówcześnie ,,słynnym gladkim eł, jakbyś w dziąsłach mamałygę mełł”. Dodatkowo PKL pozazdrościł Grupie Pingwina wieży widokowej i postawił swoją. Także w stylu modernistycznym. Ale tylko z zewnątrz. W środku na 36 metrów wywiezie nas nowoczesna winda. Jeśli nie chcemy deptać 216 schodów w górę i w dół. Wieżę otworzono już tydzień temu, ale wczoraj oficjalnie i z pompą, laserami, oficjelami i ariami Jana Kiepury i Marty Eggerth, które brawurowo wykonali Iwona Socha i Arkadiusz Anyszka. Czy ta wieża to konkurencja dla Słotwin? Raczej uzupełnienie oferty kurortu, bo obie konstrukcje mają zupełnie inny charakter. I inne widoki.


Warto było poczekać te dwa dni, choć moja oficjalna wizyta zakończyła się wcześniej. Pogoda nie zachęcała do robienia zdjęć. Już kiedyś byłem w Małopolsce na imprezie pt ,,Karczmy i narty”. Tylko wtedy śniegu nie dowieźli. Teraz narty musiałem odpuścić z powodu kontuzji, więc znowu zostały karczmy. Był więc czas powrócić na stare śmieci. I nie wiem czy to dobry pomysł, czy lepiej próbować odkrywać nowe terytoria. Legendarny dansing Hawana świecił pustkami. Choć miał fantazyjne nazwy drinków jak Sanatorium Miłości czy Król Parkietu. Czy to dlatego, że był środek tygodnia? Kuracjuszom przecież to wszystko jedno. Oni weekend mają każdego dnia. Sala świeciła pustkami, choć już jak ktoś przyszedł i zapłacił 15 zł za wstęp, to raczej na parkiet ruszył 😛 Myślałem, że może to ze względu na słabą frekwencję na sali było dość rześko.

Krynica, dancing Hawana, fot. Mieczysław Pawłowicz

Czy może trend? Bo w innym kultowym lokalu, Węgierska Korona, też szybko założyłem polar. Tym bardziej, że całą sobotę łapałem endorfiny na Górze Parkowej. Po kilku dniach w chmurach trzeba było nadrobić zaległości fotograficzne. Tym bardziej z żalem wyszedłem już po pierwszym piwie. Z żalem, bo w tym lokalu chyba codziennie gra zespół ,,Ten Sam Co Grał Wczoraj” jak powiedziała pani przy barze. I rzeczywiście grali super. Standardy jazzowe i rockowe. Może gdyby jeszcze mieli dobrą pizzę… Ale tu bank rozbija Restauracja pod Wieżą w Arenie Słotwiny.

Arena Słotwiny, Krynica Zdrój, fot. Mieczysław Pawłowicz

Nawet jak nie jeździcie na nartach to warto tu wpaść na włoski placek. A jak będzie wolne – to usiąść w sali gdzie jest piec opalany bukowym drewnem.
Na zdrowie!
Kuracjusz Mieczysław
Krynica-Zdrój, 18 stycznia 2026
PS Ech i znowu zapomniałem sprawdzić, czy w niektórych Domach Sanatoryjnych podają na śniadanie dietetyczny smalczyk wieprzowy 🙂 Ale u mnie na śniadanie salcesonik (pyszny!) był!

A poniżej kilka widoków z obu wież:

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *