Buenos dias! Przeszedłem i przepłynąłem słynny Wariant Duchowy Portugalskiego Camino
Dlaczego to jest Variante Espiritual? Jeśli duchowość łączyć ze skupieniem, to trzeba bardziej uważać na znaki, bo są nienachalne i dyskretne. Oficjalna wersja tej ,,drogi wszystkich dróg” to taka, że Ria de Arousa i Ria Ulla to rzeki, którymi płynęło ciało św. Jakuba do Padron, tzw. Traslatio. I można pokonać trasę z Vilanova Arousa do Pontecesures albo wzdłuż rzek albo Statkiem Pielgrzymim. Płynąc statkiem mamy chyba ten sam kilometraż w nogach co klasycznym szlakiem między Pontevedrą a Padron. Trasa piesza to ze 20 km więcej do przedeptania niż klasycznie.Ile dokładnie? Na tym wariancie w przeciwieństwie do reszty tras w Galisji nie ma już kamieni milowych z wypisanymi metrami pozostałymi do katedry w Santiago. Ot prosty znaczek na słupku, strzałek też jakby mniej. Sam złapałem się na tym, że w Combarro tak mnie zakręciły uliczki tej wioski, że nie pamiętałem dokładnie, gdzie widziałem żółtą strzałkę ostatni raz.

To między innymi dlatego napisałem, że to małe wyzwanie, bo ta część szlaku mimo wszystko nie jest bardzo popularna. Jest zdecydowanie mniej schronisk i mniej ludzi na trasie. Główną trasa szedł tłum. Po odbiciu na Espiritual przez długi czas idzie się samemu.

Nawet widziałem jakichś pielgrzymów i chciałem się skonsultować zagubioną drogę, ale młodzi szybko zniknęli za zakrętem. Poszedłem prawie na azymut. Trafiłem na szlak. A młodzi dogonili mnie potem na jednym z punktów widokowych. Bo widoki na Zatokę Pontevedra są cudne. No i w końcu widać było coś prócz chmur.
I w ogóle cała trasa jest obłędna. Czy to podejście do Armenteiry. Czy zejście szlakiem Kamień i Woda. Czy wreszcie potem spacer nad rzeką przez winnice – niektóre winogrona jeszcze wisiały. Czyżby winiarze czekali na mrozy?

Ale i tak najlepszym punktem programu była Łódź Pielgrzymia. Nie wiem co sobie myślicie słysząc tę nazwę. Jednak to po prostu zwykły stateczek wycieczkowy, nawet nie taki jaki widać na focie wieczornej w porcie. Ten który odpłynął o 8 rano, po zmianie czasu w idealnym momencie trafił na dobre światło jedynej wodnej Drogi Krzyżowej. Na pokładzie nie było żadnych modlitw. Playlista też dość egzotyczna. Od początkowych celtyckich melodii, po hity wspierające pielgrzymów (I will survive!) i przeboje Abby. Znalazł się nawet soundtrack z Titanica. Dość odważnie jak na muzykę na łajbie. Pomyślałem sobie o tych winiarzach co zostawili winogrona na wino lodowe. Ale nareszcie wyciągnąłem z drybaga swoją lustrzankę. Potem dowiedziałem się, że miałem ksywkę ,,Polak z aparatem”. Bo też pierwszego rodaka spotkałem dopiero w Vilanova. A nikogo innego z lustrzanką 🙂 Swoją drogą różne są reakcje na takich wariatów jak ja.

Na statku podchodzi do mnie z uroczym uśmiechem młode dziewczę. Trochę już człowiek widział na tym świecie, więc specjalnie nie robię ,,przejścia z wazonu w czajnik”, wciągania brzucha etc. Nawet jak dziewczyna mówi ,,You have a nice body” to wiem, że bez wątpienia chodzi o korpus aparatu. A że z urody mogłaby spokojnie być modelką, więc może chce żebym zrobił jej jakieś zdjęcia? Może widziała, jak robiłem foty jej koleżance? 😛
-O! Jesteś zawodowym fotografem?
– Tak
– Mój tata też miał taki aparat 😀
Kurtyna!
Hasta la vista!
Señor Mieczysław
Padron 26 października 2025
PS. Do Santiago planuję wejść jutro a jak się ogarnę, to parę praktycznych szczegółów też podam. Bo nieco inaczej rozłożyłbym etapy i noclegi. Oczywiście przy dobrej pogodzie i bez przeciwności losu 😛 Ultreia!