Servus! Znowu Austria, ale tym razem to ja jestem gościem. W Dolinie Ziller, czyli Zillertal!
Ech! Ponoć tak – serwus – kiedyś witaliśmy się w Polsce. Czytałem w książkach i w filmach widziałem. Tu jest to najpopularniejsze pozdrowienie w górach. Tuż obok ,,czuus” i Gruss Gott. Jak sięgnę pamięcią Zillertal był zawsze na topie – w sezonie zimowym. Ale latem? Jestem po raz pierwszy. Nawet w głównej dolinie tyrolskiej zdarzało się bywać nie tylko zimą. Kiedy więc dostałem zaproszenie, to nie wahałem się długo. Właściwie wcale. Tym bardziej, że nie musiałem się dostosować do dat. Jednak mam wrażenie, że jakąkolwiek datę bym nie wybrał, to trafiłbym tutaj na koncert. Może nie każdy tutaj rodzi się Mozartem, ale zamiłowanie do muzyki mają.

Ba! Na Penken, w Stieralm, z okazji tzw. Blechlawine zagrała orkiestra dęta. W samo południe. Pół godziny później rozpoczynał się koncert kilkadziesiąt metrów wyżej, w Kaser Mandl, bo u nich codziennie grają o 12.30 a knajpa jest małym muzeum różnorakich pamiątek i nagród. Nie sprawdziłem co grają wyżej, bo jak ta żaba z dowcipu: przecież się nie rozdwoję! 😛 I jak zwykle jest w orkiestrach dętych jakaś siła. Zaczęli tradycyjnie od tyrolskich ,,polek” 😛 . Szczęśliwie nie było to nic co znamy z zimowych apres-ski, przypominających disco-polo w wersji austriackiej. Po wiązance tradycyjnej przyszedł czas na nowsze przeboje i evergreeny z Abbą na czele. Sceneria surrealistyczna: dookoła Alpy. Tuż obok w zagrodzie edukacyjnej biegają jakieś małe świnki i kózki a orkiestra gra ,,Gimme a man after midnight”. Zresztą ciekawych miksów kulturowych było więcej. W moim hotelu wieczorem był wieczór włoski. Następnego dnia bodaj ze dwa koncerty. Na jednym – to chyba ze względu na sobotę – grała na ulicy orkiestra dancingowa. Jednak i tak przebił wszystkich taksówkarz. Węgier o wyglądzie rastafarianina. I takimż swobodnym zachowaniu. Który słucha w samochodzie Chopina. I to raczej nie dlatego, że wiezie Polaka. Czyli mnie.

Taksówka zabrała mnie z przybytku kultury jakim jest KunstBrauHaus. Bardzo fajne muzeum. Szczęśliwie nie uczyli po kolei jak się warzy piwo, ale za to mnóstwo ciekawych informacji z życia doliny. Bo browar żył wraz z doliną przez ostatnie ponad 5 wieków. Zresztą teraz też: mimo dużej konkurencji z północy, w każdym barze gdzie byłem serwowali Zillertaler Bier. Nawet austriacki Stiegl jakoś nie mógł się tu przebić ze swoimi beczkami. A w muzeum absolutnym mistrzostwem jest wystawa fotografii wykonanych przez Franza Hubmanna ze święta Gauder. Tak nazywa się też jedno z piw, które jest warzone tylko na ten jeden weekend majowy. Piwo jest mocniejsze niż klasyczny pils czy pszeniczne. Dlatego ponoć szybko uderza do głowy. Musi być bardzo wesoło na tej majowej imprezie. Pół żartem pół serio podana jest statystyka imprezy: ponad 120 000 osób niechcący usnęło, 178 wybitych zębów i 8 odgryzionych uszu pod wpływem alkoholu. To oczywiście z niemal 600 lat bo w 2028 festiwal będzie obchodził jubileusz 6 wieków. Jednak gdyby uczestnicy weszli do muzeum piwa i poddali się testowi w jednej z multimedialnych wystaw to by wiedzieli: lepiej pić 1-2 piwa dziennie, niż nawalić się raz w tygodniu 🙂 Na to pytanie znałem odpowiedź. Ale inne były o wiele trudniejsze. Bo skąd mam wiedzieć, że regularne picie piwa zmniejsza ryzyko kamieni nerkowych o 40 czy 50 proc.?

Wstyd się przyznać, ale test oblałem (50 proc. dobrych odpowiedzi). Dobrze, że za barem fachowa obsługa (dzięki Emma!) potrafiła dobrze zasugerować co poprawi mi humor 🙂 Jak mawiają Francuzi: Boh trojcu liubit! Dzięki temu rozgoniłem chmury i niedzielę było już piękne słońce.
Zum Wohl!
Mieczysław
Mayrhofen 23 sierpnia 2026
PS O innych letnich atrakcjach doliny jak zwykle przeczytacie także w innych miejscach nieco później. Na razie kilka fot poniżej. Na dowód, że naprawdę rozgoniłem chmury. Stej tjuned. Dam znak!



Wytęż wzrok i powiedz czym różnią się te dwie fotografie. Dla ułatwienia z lewej jest via ferrata na Penken. 🙂

