Sveiki! Tym razem do Wilna zawitałem na dłużej niż 16 godzin.
Wygląda na to, że w tym sezonie ,,poprawiam” wizyty. Jak Egipt, to dwa razy. Cypr – też dwa razy. Teraz Litwa, a raczej powtórnie Wilno. Na dłużej niż poprzednie 16 godzin. Niestety nie udało mi się – bo czas nie jest z gumy – wpaść w poprzednim tygodniu. Wtedy Wilno miało Festiwal Chłodnika. I całe miasto było w różowym kolorze. Teraz tylko w czasie przesiadki w Mockawie (kiedyś przesiadano się w pobliskich Szostakach) wchodzę do wagonu i czuje się jak w starym dowcipie: w różowym lesie jest różowy domek. W różowym pokoju jest różowy stół przykryty różowym obrusem. A na różowym krześle zielony krasnoludek przeklina: K5M3! Ja chyba jestem nie z tej bajki. No i rzeczywiście wchodzę: a przedział wymalowany jest na różowo. Nie było osoby, która by się nie uśmiechnęła. W Adwencie Litwini malują wagon w świąteczne kolory. Teraz depczesz namalowaną ,,różową zupę” jak tłumaczony jest chłodnik na angielski.


Choć tak naprawdę, to jeszcze nie jest czas chłodnika. Ciepło, ale nie upalnie. I oczywiście cały czas słychać język polski, bo to przecież długi ,,bożociałowy” weekend w Polsce. Niektórych hotelarzy nadal ten polski najazd dziwi, bo tutaj obchody Bożego Ciała przeniesiono na niedzielę. Ale mimo to wyczuwało się jakąś atmosferę święta. Turyści opanowali ogródki w zabytkowym centrum Wilna. Może chłodnik im się przejadł w poprzedni weekend, bo w kilku knajpach próbowałem go znaleźć – i nic. Króluje kuchnia międzynarodowa. A nawet jak były wolne miejsca w popularnej restauracji obok kościoła Piotra i Pawła to czytam w menu: polecamy regionalne dania – żurek po polsku 🙂 No nic, trzeba było wyjść z turystycznych rewirów i wtopić się w tłum miejscowych. Już podczas poprzedniego pobytu obiecałem sobie, że wpadnę do nowoczesnego centrum na prawym brzegu Wilii. Wprawdzie najsłynniejszą współczesną budowlą jest Muzeum Sztuki Nowoczesnej MO zaprojektowana przez Liebeskinda na obrzeżach Starego Miasta, ale cały prawy brzeg Wilii to imponujące zbiorowisko szkła i aluminium.

Podziwiałem je w kwietniu zza tzw. Białego Mostu. Wtedy jeszcze było zbyt rześko, nawet jak miejscowych, na ponoć popularne pikiniki przed strefą wieżowców. Teraz nie dość, że rozgrywano tam jakiś turniej koszykówki 3×3, to strefa ogródkowa była pełna ludzi.


Do tego stopnia, że w kolejka do piwa ciągnęła się na dobrych kilkanaście metrów, a dystrybutor jeden. Więc zrobiłem to co duża część Wilniaków i Wilniuków: poszedłem do pobliskiego gieesu i zrobiłem piknik. Chyba dokonałem dobrego wyboru. Podczas, gdy w sklepach popularny jest rozmiar puszek 0,568 litra czyli pinta to w barach coraz częściej szklanki 0,4. Co może nie byłoby takie złe, ale ta kolejka… Tak więc siedziałem sobie nad Wilią sącząc browar o jakże symbolicznej nazwie 1410 i zagryzając wędzonymi świńskimi uszami, gdy nagle mam bonus!

Lotnisko VNO jest położone blisko miasta. Siedząc na trawie widać lądujące samoloty. Przelatujące tuż nad wieżami kościoła św. Rafała Archanioła na Śnipiszkach. Patrona m.in. podróżnych.
I sveikata!
Mieczysław
Wilno 5 czerwca 2026
PS Wilno jest najbliżej Warszawy położoną stolicą, ale podróż pociągiem zajmuje siedem i pół godziny. Bo prócz przesiadki na szerokie tory, trzeba jeszcze zmienić/przestawić ze dwa razy lokomotywę. Pociąg między dwoma stolicami jeździ dwa razy dziennie a bilet kosztuje od 70 zł w jedną stronę. No chyba, że jest długi weekend. Albo Kongres Miłosierdzia który zaczyna się w niedzielę. Wtedy nie dość, że bilety szybko drożeją to znikają jeszcze szybciej. A na więcej zdjęć – historycznego Wilna – musicie trochę poczekać 😛
Zdravim!