Salam Alejkum! Bardzo dawno nie byłem w Egipcie. A w Marsa Alam w ogóle jestem pierwszy raz.

Show More Show Less

Piszę Marsa Alam, ale tak naprawdę tylko wylądowałem na lotnisku w Marsa Alam, o wdzięcznym skrócie IATA – RMF. Sam hotel w którym wylądowałem jest ok 40 minut na północ od lotniska. Jednak wygląda na to, że tutaj co drugi kurort ma w nazwie Marsa. Formalnie jestem w hotelu Diamond w Al Quseira jeśli wierzyć mapom. Do samego miasteczka Marsa Alam jest ponad sto km. Do Kuzeiry ze dwadzieścia. A ja tymczasem dzięki zleceniu redakcji pławię się w luksusach pięciogwiazdkowego hotelu. Jak król – czy raczej faraon. Pławię to dobrze napisane, bo nawet do basenu mam zejście z tarasu.

Diamond by Pearl Hotel, Marsa Alam, Egypt, fot. Mieczysław Pawłowicz

Trawestując terminologię narciarską: kwaterkę mam swim in – swim out. A nawet przy łóżku szklaną podłogę. To nawiązanie do bungalowów na Malediwach. Tyle, że tam pływają pod podłogą ryby. Ja mam pod łóżkiem basen i nic ani nikt mi tu nie podpływa. Tak, wiem jak to brzmi. Basen pod łóżkiem 🙂 Oczywiście można wyjść normalnie, przez drzwi wejściowo-wyjściowe. Na lewo szlak na plażę, na prawo do baru. Jakieś dwa pokoje dalej. Bar w opcji all inclusive czynny ponoć 24 h na dobę (nie sprawdzałem, bo trzeba od czasu do czasu się przespać 🙂 ). Dwieście metrów dalej biegnie szosa północ – południe. I pustynia. Jestem tu jak w złotej klatce. Choć plaża nazywa się Diamond, więc może bardziej diamentowej.

Diamond Beach Al Qusseira, Marsa Alam, Egipt fot. Mieczysław Pawłowicz

Poza tym kompleksami hotelowymi najbliższa cywilizacja leży o godzinę drogi stąd na południe. Cywilizacja to za dużo powiedziane. Po prostu kilka hoteli wokół zatoki.

Jednym słowem kurorty na tej Czerwonomorskiej Riwierze są wprost idealne dla tych, którzy pragną witaminy de. Którym wystarczy zamoczenie także de (choć nie witaminy) w basenie lub morzu. Którzy chcą się zresetować oglądając filmy, czytając książki lub konsumując izotoniki bo przecież w upale, który tu bywa człowiek szybko się odwadnia. Teraz temperatury przyjemne za to wiatr wysusza na popiół.

A propos książek. Chyba wziąłem za mało, bo mimo służbowych powinności mam tu sporo czasu, a i samolot leci prawie pięć godzin. Do Asuanu i granicy z Sudanem bliżej tu niż do stolicy w Kairze. Do Luksoru i Doliny Królów trzy i pół godziny. Grupa rebeliantów, którzy chcą porzucić luksusy all in i udać się do Luksoru już knuje. Można jeszcze tu wyskoczyć na nurkowanie czy pływanie z maską i fajką. Pod warunkiem, że nie będzie tak wiało. Jeśli wieje, to lepiej zwiedzić pobliski hotel. Hotel to zresztą złe słowo. Ponieważ inwestorzy nie są tu ograniczeni miejscem, to rzadko stawiają coś co ma więcej niż dwa piętra. Ale za to na hektarach pustyni. Ośrodek może mieć nawet z tysiąc pokoi. Rozrzuconych na takiej przestrzeni, że wyjście na śniadanie zrobi nam z połowę dziennego limitu kroków. To właściwie miasteczka turystyczne złożone z niewielkich bungalowów czy małych domów. Często są tam parki wodne, zjeżdżalnie i wszystko to, co dzieci lubią najbardziej. To ja zostanę przy książce chociaż została mi już ostatnia. Ta na czarną godzinę. Bo nawet w grubaśnym ,,Dżikju”, który objawił w polskiej edycji wyczytałem reklamy. Może przejrzę magazyn jeszcze raz, bo mam wrażenie, że część tekstów zniknęła mi między zegarkami i stylizacjami modowymi.
Fisahatica!
Faraon Mieczysław

Diamond Beach, Al Kuzejra, 1 grudnia 2025

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *