Salam Alejkum! Jestem w kolejnym z wielkich ośrodków urlopowych Egiptu – Szarm el Szejk

Show More Show Less

Kilka lat temu miałem nawet bilet – w obie strony – do tego popularnego kurortu. Ba! Parę razy byłem o rzut beretem, ale po drugiej stronie granicy a nawet dwóch. Bo przecież moczyłem już nogi w tej części Morza Czerwonego w Aqabie i Ejlat. Nawet chciałem zrobić szybki wypad do pobliskiego Dahab (od granic państwowych mniej niż 100 km, do szarm ok 200). Ale szybko policzyłem koszty i wyszło mi, że czarter z Polski może być tańszy. Tym razem znów redakcja Waszej Turystyki wysłała mnie służbowo. I prócz służbowych spotkań i prezentacji było sporo czasu własnego. Oczywiście jak zwykle miałem kolejną złotą klatkę. Całkiem sporą.

Jeden z hoteli sieci Rixos, Szarm el Szejk, Egipt fot. Mieczysław Pawłowicz

Już chyba przy okazji Marsa Alam wspominałem, że błędem jest nazywać to hotelem. To całkiem duże miasteczka. Dość powiedzieć, że pierwszej nocy zanim z kolacji trafiłem do swojego pokoju to objechałem bodaj trzy recepcje różnych części kompleksu Rixos. Oczywiście: mogłem spróbować pójść pieszo. Ale po pierwsze: dostałem kod QR do mapy, a telefon się rozładował. Po drugie: od restauracji był dobry kilometr drogi 🙂 Po trzecie: meleksy wożące gości są super. Ktoś może powiedzieć, że trochę spaceru nie zaszkodzi. Pewnie jak jesteś na wakacjach to tak. Ale jak masz być punktualnie na konferencji/prezentacji czy innym spotkaniu to lepiej nie wpadać zziajanym w ostatniej chwili. Pieszo na śniadanie i powrót do recepcji to w sumie około dwa kilometry. I to jeszcze przed dziewiątą rano.

Jeden z hoteli sieci Rixos, Szarm el Szejk, Egipt fot. Mieczysław Pawłowicz

Wieczorem masz wybór między kilkunastoma restauracjami i barami. Tak więc tymi supermeleksami jeździłem wte i wewte. Głównie też dlatego, że ze dwa dni mi zajęło rozkminienie tras ich przejazdów. Bo po co korzystać z mapy? 😛
Prawdę mówiąc szybciej mi poszło z busami krążącymi po Szarm. I znowu porównam do Marsa Alam. Tam jednak pustynia dosłownie i w przenośni. Tu jest jakieś życie. Wystarczy wyjść poza bramę – strażnik pilnie spisuje numer pokoju przy wejściu i wyjściu – i już jesteśmy w normalnym ruchu. Busiki wożące ludzi zatrzymują się na żądanie. Trochę jak marszrutki na wschodzie. Machasz, wsiadasz i płacisz. Trochę stłoczeni. I jak kończy się dzień, to na chwilę się zatrzymują. W czasie ramadanu do zmroku nie można m.in. jeść i palić. Więc odpalają swoje fajki zaraz po zachodzie słońca a przez busik krąży tacka z daktylami. W Maroku iftar (wieczorny posiłek) zaczynał się od jajka na twardo. Tu zaczynają od daktyli. Na chwilę jakby świat staje (bo muszą się najeść), ale zaraz potem robi się tłoczno.

Najbardziej oczywiście na Starym Bazarze. Gdzie oczywiście są takie same pamiątki jak w wielu innych sklepach (także hotelowych) ale i możliwości targowania się są znacznie większe. Ale dodatkowo duże wrażenie robi i meczet i pobliska katedra kościoła koptyjskiego. Centrów handlowych jest więcej (byłem jeszcze na Soho i kilka razy przejeżdżałem obok tzw Arab center) jednak mam wrażenie, że wszędzie jest tak samo. I tak samo trzeba się targować!
Fi Sahitak
Szejk Mieczysław
Szarm el Szejk 13 marca 2026
PS Ceny jakie tu są aktualnie za przejazdy, bo przecież większość i tak jest w formule all inclusive. InDrive – aplikacja przewozowa pokazuje ok 6 dolarów za przejazd przez miasto (ok 25 km, circa 20 minut taxi). Bus robi to nieco dłużej i płacimy 20 funtów egipskich. Na krótkich trasach 10 funtów. 1 USD to nieco ponad 50 funtów. No chyba, że roSSijanie pytają, to wtedy za przejazd busem płacą po dwa dolary 😀 Jakoś mi ich nie żal.:D Do Egiptu wiza od marca podrożała do 30 USD. Na szczęście na Synaju pobyt do 15 dni jest bezpłatny. Na Górę Mojżesza tym razem nie uda mi się dotrzeć. Ale jutro wybieram się do Dahab. Gutprajs mister, będzie pan zadowolony. Zobaczymy 🙂

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *