Salam! Nie samym kokboru czy kokpar żyją Światowe Igrzyska Nomadów.
Jakoś skupiłem się – co dość oczywiste – na koniach, ale przecież Igrzyska Koczowników to nie tylko konie. To przede wszystkim duża impreza promująca lokalną kulturę. I to nie tylko dawny folk. Konkursy piosenki i kulinarne. Gry. Pokazy tańców, które przekształcały się w regularne dyskoteki – często w strugach deszczu. Koleżanki nieco kręciły nosem na obecność peruwiańskich czy meksykańskich Indian. Ale raz, że to jednak Światowe Igrzyska (byli nawet Australijczycy!) a dwa: że w niektórych kirgiskich przebojach wyczuwałem wyraźny rytm cumbii 😛

Były też konkurencje siłowe jak zapasy czy zapasy na koniach. Na te ostatnie nie dotarłem, bo imprezy były mocno porozrzucane terytorialnie. Nie tak jak na moich poprzednich igrzyskach w Turcji, gdzie wszystko było w jednym miejscu. Tu trzeba było poświęcić ponad godzinę na dojazd.


Główne areny to Dolina Kyrczyn (będę stosował taką transkrypcję) i Czołpon Ata, gdzie był m.in. hipodrom. Z jednej strony dobrze, że organizatorzy zagwarantowali wszystkim bezpłatne busy. Wąska górska droga i tak się korkowała mimo zamknięcia jej dla samochodów prywatnych. Ale wejście do takiego bezpłatnego busiku przypominało walkę o ogień albo wejście do słynnej nocnej ,,rzeźni” do Zakopanego. Pierwszego dnia parę drzwi autobusowych było bliskich wyłamania. O ile jeszcze dojazd tam był zorganizowany nieźle i kolejki były sprawnie obsługiwane, to powrót był prawdziwym ekstremum. Od drugiego dnia ustawiono barierki. Dzięki temu walka o miejsce nie odbywała się już pod kołami busów, ale przed barierkami. Kobiety z dziećmi miały pierwszeństwo, ale to nie rozładowywało tłoku. Po kilku kwadransach czekania w tłoku usłyszałem propozycję: ,,Zróbmy sobie dziecko, szybciej wyjedziemy” 😛 Nie powiem: kuszące, ale w tym ścisku trudno było ruszyć nawet palcem w bucie. Według statystyk na zawody w góry przyjeżdżało nawet 40 tysięcy ludzi dziennie! I nie było kolejek – raczej kupą mości panowie i panie! Nic dziwnego, że nie zdążyłem na zapasy na koniach. Czas rozpoczęcia zawodów czy pokazów to kolejna jazda bez trzymanki. Nie wiem, czy prócz ceremonii otwarć transmitowanych przez telewizję, coś odbyło się punktualnie, Hitem były pokazy sokolników. ,,Zaczniemy jak przyjadą arabscy kupcy”. Dość interesujące określenie czasu.

Za to finały kokboru zaczęły się godzinę wcześniej 🙂 Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie tu byli fantastyczni i bardzo serdeczni. Tak, wiem że to już pisałem, ale chwalić zawsze warto. Nawet służby milicyjne. Przyznam, że podchodziłem do nich z rezerwą, bo jednak sznyt mundurów mocno przypominał jedyny słuszny ustrój z przeszłości. I jak mi powiedzieli nasi zawodnicy, raczej nie patyczkowali się w tańcu, gdy ktoś coś przeskrobał. Jednak generalnie byli zaskakująco uprzejmi 🙂 Tak naprawdę największe zastrzeżenia mogłem mieć do pogody. Akurat w tygodniu igrzysk było załamanie. Niedziela przyniosła słońce i nawet fale upałów. Cieszę się, że nie musiałem rozbijać namiotu ani szukać miejsca w jurcie. Spotkani rodacy nie dość, że bulili za miejsce w jurcie więcej niż na kwaterze, to jeszcze narzekali, że w nocy ich zmoczyło. Fakt, dostałem alarm lokalnego RCB o deszczach i możliwych nawet osuwiskach. Ale szczęśliwie obyło się bez incydentów.



Tydzień minął jak z bicza strzelił. Nomen omen, bo były też pokazy strzelania z bata. Szkoda, że następne dopiero za cztery lata. Tzn, formalnie za dwa, ale potencjalnie dla mnie za cztery. Bo za dwa lata gospodarzem będzie stolica Tatarstanu, Kazań. Nikt nie mówi Rossja. Być może rzeczywiście do tego czasu g…niane imperium się rozpadnie, ale to zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Albo, tak jak już bywało w przeszłości, zmienią miejsce imprezy, bo russkim nie starczy kasy (oby!). Tu było mnóstwo pieniędzy włożonych w infrastrukturę i technologie. Drony, hologramy, setki koni, dziesiątki zespołów tanecznych czy baletowych. No i tak jak w Kazachstanie: płatności najchętniej kodem QR. Nawet najmniejsze sumy. Ostatnim bastionem byli taksówkarze, którzy jakoś nie brzydzili się gotówką. Jednak miejscowym blikiem można było zapłacić nawet jeśli jechało się ,,autostopem” a po drodze także babci klozetowej.
Zdravim!
Nomada Mieczysław
Czołpon Ata – Biszkek, 9 września 2026
PS No przecież nie zostawię wpisu z Kirgistanu bez foty z końmi :):
