W Cordobie też kondor pasa
Hola! Jak człowiek nie ma balkonu, to wybierze się na dwudziestokilometrowy spacer, żeby posiedzieć przez chwilę. No i popatrzeć na kondory. Pod Cordobą w Argentynie
Listy z Podróży ...Mieczysława Pawłowicza
Hola! Jak człowiek nie ma balkonu, to wybierze się na dwudziestokilometrowy spacer, żeby posiedzieć przez chwilę. No i popatrzeć na kondory. Pod Cordobą w Argentynie
Buenos dias. Nie wiedzieć czemu nie dotarłem jeszcze do Cordoby. Andaluzyjskiej. Ale udało mi się dojechać do Cordoby. Argentyńskiej.
Buenos dias! Bogdan Wenta mówił kiedyś, że piętnaście sekund to dużo czasu. Ale dziesięć to bywa zdecydowanie więcej. Dla gauczów na rodeo.
Hola! Wstało słońce i nad Urugwajem. I dobrze, bo w pelerynach deszczowych trudno rozpoznać gauczów od gauczerek.
Bom dia zmieniam w buenos dias. Rio pożegnało mnie deszczem. Urugwaj deszczem powitał.
Bom dia! W Rio de Janeiro nie czuć jeszcze jesieni. Jest gorąco.
Bom dia! Przepraszam za angielski tytuł. W Petropolis trzy browary mieszczą się pod numerem 166. Przypadek? Nie sądzę. W dwóch z nich byłem. Przypadkiem 😉
Bom dia! Kiedyś już chyba mówiłem, że nie ma nic nudniejszego niż żeglarstwo 😉 Morskie jest jeszcze bardziej nudne, bo halsy są dłuższe.
Bom dia! Dotarłem na drugą stronę Atlantyku. Tym razem w miejsca nie tak oczywiste jak poprzednim razem. Choć samolot wylądował w jak najbardziej oczywistym Rio de Janeiro.
Bonżur! Wygląda na to, że poruszam się szlakiem miejsc kultu religijnego. W Rzymie to było oczywiste. W Belgii oczywiste już nie jest.
Salve! Może jest to irytujące, ale wydało mi się, że w Rzymie jestem przelotem. Chociaż byłem tam prawie cztery dni. Po jednym na każde otwarte drzwi
Miran Tepes zapalił zielone światło. Łukasz Kruczek machnął biało-czerwona chorągiewką. Uderzyłem się po udach poleciałem w dół. Na jednej z najsłynniejszych mamucich skoczni. Velikanka w Planicy